-Dzisiaj mam przyjemność rozmawiać z Sylwestrem Wilkiem, trenerem wielu warszawskich klubów, uczestnikiem polskiego Ninja Warrior i sportowcem z wieloletnim doświadczeniem.

-Tak, już od najmłodszych lat zajmuje się sportem, 7 lat trenowałem pływanie, później zacząłem biegać i przez 10 lat trenowałem zawodowo, aż w pewnym momencie sam stałem się trenerem.

Po wielu latach doświadczenia jako zawodnik, zdobywania doświadczenia, po prostu zacząłem przekazywać tę wiedzę dalej.

Zacząłem pracować na mojej pierwszej siłowni, co dość szybko mnie rozwinęło, ponieważ mocny nacisk kładłem na rozwój swojej działalności trenerskiej. W ciągu 2 lat skończyło się na tym, że mój grafik był zapełniony, miałem mnóstwo klientów. Aktualnie wracam do pracy, jednak nadal prowadzę nowych klientów oraz starszych, którzy do mnie wracają.

Tak jak wspomniałeś, pracuję na wielu siłowniach, w tym w największej sieci w Warszawie, ale także w kilku mniejszych.

Jeśli chodzi o Ninja Warrior, to w tym roku wystartowałem w programie i szykuje się do kolejnej edycji, mam nadzieję, że się uda. Zobaczymy czy proteza na to pozwoli. Myślę, że są szanse na to, żeby wystartować.

Prowadzę także moją własną grupę biegową, co nie jest związane z zarabianiem pieniędzy, ale z budowaniem społeczności wokół biegania.

Tak w przybliżeniu wygląda moja dotychczasowa kariera.

-Czyli poprzez swoją grupę chcesz zachęcić młodych ludzi do sportu?

-Młodych, ale także już dorosłych, ponieważ przychodzą do mnie także osoby, które startują w różnych zawodach w kategorii Masters, a dzięki temu, że mają gdzie przyjść na trening, mogą dalej rozwijać swoją pasję.

-Byłeś także zaangażowany w tegorocznego Mistera Polski. Jaki był twój wkład w program?

-Tak, aktualnie jesteśmy po gali finałowej.

Miałem swój wkład, ponieważ park przeszkód, z którym współpracuje, był jednym z miejsc, które odwiedzali nasi uczestnicy.

Byłem osobą odpowiedzialną za przeprowadzenie konkurencji sportowej, jedynej, którą chłopaki mieli do zrobienia. Później rozmawialiśmy dosyć mocno na ten temat i rzeczywiście dla nich była to najtrudniejsza konkurencja.

-Wcześniej wspomniałeś o twoim grafiku i jego przepełnieniu. Jak udaje ci się wszystko to uporządkować i znaleźć jeszcze czas dla siebie?

-Rzeczywiście mój grafik pęka w szwach, ale kieruje się założeniem, że robię rzeczy, które mają sens. Kiedy dostaję jakąś propozycję to staram się nie od razu zgadzać na wszystko, najpierw staram się poszukać drugiego dna.

Na przykład to, że rozmawiamy może przynieść pozytywne skutki w takiej formie, że ktoś przeczyta ten artykuł i postanowi zmienić swoje życie. Moim jedynym celem w tym, że pojechałem na Mistera Polski, było dać od siebie tym chłopakom jak najwięcej. Zarazić ich pasją do tego sportu, do pokonywania przeszkód i pokazać im, że sport, z którym się wcześniej nie spotkali, jest dyscypliną bardzo wymagającą.

Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co to jest tak naprawdę pokonywanie przeszkód i dużo osób twierdzi, że tory np. Ninja Warrior są proste do pokonania. Nie są. Potrzeba wielu lat ciężkiego treningu fizycznego i psychicznego, żeby pokonać taki tor.

-Lata ciężkiego treningu to z pewnością rzecz do, której trzeba się przyzwyczaić. U Ciebie, z tego co wiem, treningi zaczęły się w wieku 5 lat.

-Tak, w wieku 5 lat. Śmieję się, że rodzice wrzucili mnie wtedy do basenu i tak w nim zostałem na 7 lat.

Jestem za to mega wdzięczny moim rodzicom, ponieważ rozwinęło mnie to pod względem fizycznym i psychicznym, w porównaniu do moich rówieśników, którzy sportu nie uprawiali.

Dotąd uważam, że pływanie to najlepsza forma aktywności fizycznej dla dziecka.

Dla mnie był to świetny wstęp do świata sportu, po którym przerzuciłem się na bieganie.

-Jaki konkretnie wpływ mieli na ciebie twoi rodzice? Odnosząc się do tego co już powiedziałeś, że to oni „wrzucili Cię do basenu”.

-Po pierwsze byłem bardzo aktywnym dzieckiem i rozpierała mnie energia, więc rodzice szukali różnych rozwiązań, aby mnie, kolokwialnie mówiąc, „zmęczyć”.

W przedszkolu trafiłem nawet do klasy karate. Tylko że byłem tak ruchliwym dzieckiem, że później to, co nauczyłem się na karate, testowałem na swoich rówieśnikach, więc szybko zrezygnowaliśmy i szukaliśmy innego rozwiązania.

Przez chwilę nawet grałem w tenisa.

Basen wydał się na tamtą chwilę rodzicom najodpowiedniejszy, ponieważ po basenie nie miałem już siły, żeby rozrabiać dalej.

Dodatkowo jestem z tego pokolenia, które wychowywało się z piłką na boisku.

Całe dnie nie było mnie w domu, cały czas gdzieś biegałem z kolegami, uprawialiśmy sport, graliśmy w piłę i ciągle się ruszaliśmy, ciągle coś się działo.

-Czy myślisz, że podstawą dla dobrego rozwoju młodego człowieka jest sport?

-Myślę, że tak.

Myślę, że to jest mocna podstawa. Ale rozmawiamy na razie o fizyczności, ponieważ fizycznie każdy sport będzie dobry.

Pływanie uważam za najlepszą formę aktywności fizycznej dla dziecka w tym wieku, oczywiście treningi ogólnorozwojowe, lekkoatletyczne też się sprawdzą, tenis, o ile nie jest to za dużo dla dziecka.

Chodzi o to żeby dziecko się nie przetrenowało. Bardziej powinniśmy zastanowić się co dzieje się w jego głowie.

Nieświadomie dziecko buduje wtedy swoją tożsamość, a swój charakter w pewnym momencie opiera na treningach. One stają się częścią życia.

Tak jak było to w moim przypadku – te kilkanaście lat treningów pomogło mi w wielu kryzysowych sytuacjach.

Można powiedzieć, że wielokrotnie sport ratował mi życie.

Charakter sportowca rzeczywiście przydał mi się później w dorosłym życiu.

-Skoro mówimy już o charakterze sportowca. Czy twoim zdaniem można rozpoznać sportowca na ulicy po samym wyglądzie i aurze?

-Oczywiście.

Podobnie potrafimy rozpoznać na ulicy osobę, która idzie do pracy, ponieważ w większości przypadków nie jest to osoba uśmiechnięta, zazwyczaj zamyślona i ogólnie rzecz biorąc – to po prostu widać.

Podobnie jest ze sportowcami, widać kto idzie na trening, kto z niego wraca. Często widać to po sylwetce.

Uważam, że sportowcy są to ludzie bardziej otwarci, pewni siebie, ponieważ znają swoją wartość i są świadomi tego, co robią poprzez pracę ze swoim ciałem.

W sporcie trzeba zauważyć także wartości dla naszej psychiki. Tutaj muszę zaznaczyć, że pierwszym efektem, o którym wspominają mi moi podopieczni, którzy zaczynają ze mną współpracę jest, po mniej więcej tygodniu od rozpoczęcia treningów, poprawa samopoczucia.

To nie jest tak, że ktoś po tygodniu napisze mi, że schudł, bo to tak szybko się nie dzieje. Pierwsze co mi mówią to, że czują się lepiej, mają więcej energii. Więc po prostu dzięki tej aktywności czujemy się lepiej.

-A czy nie uważasz, że sport to jest pewnego rodzaju przyjemna pułapka? Chodzi mi o stan, w którym nie wyobrażamy sobie swojego życia bez trenowania i w pewnym stopniu jesteśmy od niego uzależnieni.

-Dokładnie tak uważam.

Ja po wypadku przeżywałem zespół poodstawienny w związku z byciem unieruchomionym. Trzy miesiące mogłem tylko leżeć, a do treningów wróciłem tak naprawdę po około 2,5 miesiąca. Rzeczywiście psychicznie mnie to sporo kosztowało.

Ale też zależy na jakim etapie jesteś i jak bardzo się w to angażujesz. Ponieważ rzeczywiście sport jest to uzależnienie w które warto wejść.

Mówi się że sport to zdrowie. Musimy wziąć pod uwagę o jakim poziomie wysportowana mówimy.

Ty powiesz że to uzależnienie, ja powiem że to praca. Ja patrzę na to z trochę innego punktu widzenia. Jak prowadzę trening to jestem w pracy. Jak robię swój trening to jestem w pracy. Jak gotuje sobie obiad w domu to jestem w pracy, ponieważ robię sobie ten obiad, żeby potem na jego podstawie wykonać trening. Wszystko traktuje jako element układanki.

To że teraz wstaję rano i się rozciągam. To że teraz jak najwięcej chodzę, to też jest moim treningiem.

Jest to moim zdaniem jedno z lepszych uzależnień w jakie można wpaść, na pewno fajny zamiennik dla niektórych rzeczy i jeden z najlepszych „odreagowywaczy”.

-Załóżmy, że rozmawiałbyś teraz z osobą, która chce rozpocząć aktywne życie, a nie uprawiała wcześniej żadnego sportu. Co byś takiej osobie poradził?

-Z własnego doświadczenia wiem, że nie da się nie uprawiać sportu i nie być aktywnym fizycznie, bez wyrzutów sumienia.

Ja tak uważam, ale wiem, że jest dużo osób, które nie mają tej aktywności fizycznej i na pozór są szczęśliwi, mówią, że jest z tym im dobrze. Ja ich rozumiem. Powiedzmy, że im wierzę. Wierzę, że jest im dobrze, jak nie uprawiają sportu, ale czy jak zaczną, to będzie im gorzej? No nie. Może być tylko lepiej.

Odpowiadając na pytanie, poleciłbym nie robić nic na siłę.

Czyli zacząłbym od znalezienia swojej dyscypliny, która będzie najbardziej odpowiednia, ponieważ ja jako trener z siłowni, trener biegania nie powiem, że bieganie i siłownia jest najlepsza. Oczywiście trening siłowy ma swoje plusy i minusy, trening biegowy tak samo. Jeśli ktoś ma ochotę pograć w squasha, to proszę bardzo, jeśli się tym zmęczysz. wyprodukujesz endorfiny i jeśli to ma poprawić twoją kondycję i samopoczucie to ta dyscyplina jest najlepsza dla Ciebie.

Jeżeli masz ochotę pójść na basen, wskoczyć do wody, odciąć się od rzeczywistości i przez godzinę pływać, to ta konkurencja jest dla ciebie. Ważne, żeby znaleźć taką dyscyplinę, w której będziesz się dobrze czuł.

Znam ludzi, którzy kiedyś trenowali zawodowo, teraz np. regularnie grają w badmintona i na tym badmintonie się męczą, odreagowują, spędzają razem czas, więc jest to przyjemne z pożytecznym. Nie mają takiego ciśnienia, że muszą zrobić X treningów. Nie, 2 razy w tygodniu grają w badmintona i jest im w tym dobrze. Są dzięki temu aktywnymi osobami.

-Czy widzisz może granicę między sportem zawodowym a rekreacyjnym?

-Ta granica jest bardzo wyraźna.

Po pierwsze, osoba, która zajmuje się sportem tylko dla siebie, zazwyczaj będzie miała inne rzeczy i obowiązki ważniejsze od treningu.

Znam oczywiście wiele ludzi trenujących amatorsko, które stawiają trening na pierwszym miejscu z własnej woli, ale na zawodowym poziomie jest jednak tak, że najpierw do grafiku wpisujesz trening, a później dopiero spotkania z ludźmi. To pod trening wszystko dostosowujesz np. między 15 a 16 nie umawiasz spotkań, ponieważ o 15 jesz obiad, masz godzinę, żeby odpocząć i później idziesz na trening.

Myślę, że kiedy trening w twojej głowie staje się elementem pracy, to w tym momencie jest już sport zawodowy.

Kiedyś mnie ktoś zapytał „Sylwek a co robisz, jak nie chce Ci się iść na trening?”. Powiedziałem mu wtedy „Robię to samo co wtedy gdy mi się chce – biorę torbę i idę na trening”.

Ja w ogóle nie myślę czy mi się chce, czy nie.

Nawet jeśli mi przyjdzie myśl do głowy „Dzisiaj mi się nie chce” to jest to myśl, która całkowicie nie ma wpływu na przebieg mojego dnia. I tak wstanę, i tak wezmę torbę, i tak pójdę na trening. Takie mam zadanie.

Dodatkowo w sporcie zawodowym chodzi o wyniki. Dużo amatorów też biega dla wyników, które ich zadowalają, ale w sporcie zawodowym powinny być lepsze, wyniki powinny napędzać zawodnika. Ja na przykład w zeszłym roku dostałem się na mistrzostwa Europy w biegach z przeszkodami. Zająłem 64. miejsce, ale sam fakt, że tam byłem, że startowałem, bardzo mnie zmotywował.

W rok zrobiłem ogromny progres. Przygotowałem się i pojechałem znowu. Teraz byłem 3. i to było 5 miesięcy temu. Więc te wyniki mają ogromne znaczenie w kwestii motywacji.

Tym celem w sporcie zawodowym, nie jest już dobrze wyglądać, dobrze się czuć, bo zazwyczaj przy sporcie zawodowym ani dobrze się nie czujesz, ani dobrze nie wyglądasz. Jest taki cel, w który sportowiec jest ślepo zapatrzony i po prostu robi swoje.

Powiem ci szczerze, moje treningi, mój styl życia sportowca często burzy różne moje relacje z rodziną, z dziewczyną.

Na szczęście najbliżsi potrafią zrozumieć, że trening dla mnie jest najważniejszy, że zawody są dla mnie najważniejsze. Nie każdy zrozumie. Wyobraź sobie, że powiesz w domu żonie „Słuchaj, nie mam czasu, muszę iść na trening”. Nie dla każdego jest to zrozumiałe, ale dla mnie jest to element pracy.

-Rozmawiamy aktualnie o odbiorze sportowca przez środowisko. Wiadomo jednak, że sportowcy, podobnie jak ty, zaczynali w bardzo młodym wieku. Wiąże się to z przymusem pogodzenia szkoły i treningów. Jak w twoim przypadku reagowali nauczyciele?

-Gdy byłem w czasach szkolnych moi nauczyciele już wiedzieli, że zajmuję się sportem na wysokim poziomie i mnie w tym wspierali.

Przyjście do szkoły z torbą treningową to był prestiż, to było pokazanie, że robisz coś więcej, coś poza szkołą. Czyli nie tylko wracasz ze i grasz w domu czy ze znajomymi, ale robisz coś dodatkowo.

Rzeczywiście moje czasy szkolne wyglądały w ten sposób, że byłem w szkole na lekcjach, po tym postałem przed szkołą i porozmawiałem z kumplami, ale zawsze był taki moment, że patrzyłem na zegarek i mówiłem „Dobra chłopaki ja lecę na trening”. Często były różne komentarze w stylu „A tam nie musisz iść, pójdziesz kiedy indziej”. Dopiero po latach wielu z nich przyznało się, że było to z czystej zazdrości i także wiele osób dało mi do zrozumienia, że mnie podziwiali za to, co robiłem.

Kilku kolegów próbowało pójść moimi śladami. Kilku z nich „zaciągnąłem” do sekcji lekkoatletycznej, ale nie dali rady, nie byli w stanie utrzymać rygoru treningowego. Tego, że codziennie o 16:00 musisz być na stadionie i codzienne masz trening.

Mnie to się kojarzyło z prestiżem.

-Wspomniałeś, że niektórzy twoi koledzy odpadli, bo nie byli w stanie utrzymać rygoru. Czy uważasz, że trenowanie w bardziej zorganizowany sposób nie jest dla każdego?

-Powiem tak, nie każdy genetycznie jest obdarzony predyspozycjami, ale szczerze znam wielu zawodników, którzy trenują już od wielu lat w różnych klubach i nie osiągają żadnych wyników, ale zajmują się tym na poważnie i dla siebie.

Nie każdy może być zawodowcem, ale każdy może uprawiać sport.

Znam też osoby, które rzeczywiście ze względu na chorobę czy wrodzoną nieodporność nie są w stanie w szybkim czasie dobrze wyglądać i osiągnąć fajnej sylwetki, ale trenują i nie poddają się dla samopoczucia.

Trenowanie dla przykładu w klubie jest już o wiele cięższe nawet na początku, bo trzeba się pokazać, ktoś musi cię zauważyć jako osobę z potencjałem.

Ja aktualnie jeżdżę na zawody, bez startowania, żeby przyglądać się zawodnikom. Jeżeli widzę jakiegoś, który rzeczywiście wyróżnia się z tłumu, nie tylko siłą fizyczną, ale też charakterem i osobowością, to po konkurencji podchodzę do niego i mówię „Chcę z tobą współpracować, zrobię z ciebie mistrza Polski”.

Mam teraz swoją elitarną grupę, którą prowadzę i nie biorę od nich żadnych pieniędzy. Traktuję ich jako mój wkład w ich karierę i patrzę jak się rozwijają, jak mają coraz lepsze wyniki. To jest chyba najfajniejsze uczucie w byciu trenerem.

-Odnosząc się do twojej „elitarnej grupy” i zakładając, że trenujecie na specjalnie do tego przeznaczonym obiekcie, chciałbym cię spytać, co sądzisz o rozwoju polskiej infrastruktury sportowej i tym samym o osobach nietrenujących z powodu w ich mniemaniu braku takiej infrastruktury?

-Jak to się mówi, złej baletnicy…

Ja aktualnie patrzę na stadion, na którym trenowałem w Otwocku i nie zmieniło się nic.

Dalej mamy bieżnię o twardości asfaltu. W tych warunkach przygotowywałem się do zawodów oraz zdobyłem swoje 1. mistrzostwo polski. Konkurowałem z zawodnikami, którzy na co dzień mieli do dyspozycji stadion lekkoatletyczny. My, żeby pobiegać na tartanie, czyli w takich profesjonalnych warunkach, musieliśmy pojechać do Warszawy. Więc w okresach startowych jeździliśmy raz, dwa razy w tygodniu z Otwocka do Warszawy i tam robiliśmy trening. Były to, jak można się domyślić, kilkugodzinne wyjazdy.

Teraz mamy czasy, w których dojechanie do Warszawy nie jest najmniejszym problemem. I tak często dużo osób, mieszkających w Otwocku, przebywa w Warszawie, więc jeżeli chodzi o warunki do biegania, to też takowe są.

Mamy stadion Agrykoli, który jest ogólnie dostępny. Jeżeli chodzi o trening na siłowni, to asortyment tak ewoluował, że zastanawiam się, jak można w tych czasach nie chodzić na siłownię. Bo tak, żyję w Otwocku, małym mieście. Dla mnie, wracającego właśnie z Warszawy człowieka, Otwock praktycznie „stoi”, rozwija się infrastruktura, ale ludzie żyją znacznie spokojniej, i w takim małym mieście mamy ogromną ilość siłowni czy to sieciowych, czy też prywatnych. Ja mógłbym teraz wymienić minimum pięć.

Więc to tylko od nas zależy jakie miejsce sobie wybierzemy.

Chcę także zaznaczyć, że możliwości się zwiększyły. Nawet na takie miasto jak Otwock mamy kilkunastu jak nie kilkudziesięciu trenerów. Więc mamy do wyboru różne siłownie, ale także trenerów na tych siłowniach, którzy nam podpowiedzą co i jak. Oprócz tego, jeżeli nie chcemy pracować samodzielnie, możemy pójść na fitness, a jeżeli chcemy odpocząć to pójść na jogę.

Możliwości są ogromne. Ja jak miałem 12 lat, mogłem wskoczyć do basenu albo pójść biegać do lasu, a robiłem jedno i drugie.

Aktualnie powiedziałbym, że ludzie zaczynają szukać wymówek. Wszystkim osobom, które mówią, że nie ma warunków powiedziałbym, że warunki są, tylko trzeba je dostrzec.

-Czyli podstawa to pozytywna energia?

-Wiesz, tutaj dobrym przykładem, ponieważ aktualnie jestem w temacie, są osoby z niepełnosprawnościami, które w wyniku różnych wypadków i chorób mają fizyczne ograniczenia, ale w swoich głowach nie są niepełnosprawni.

Utrata nogi lub dwóch nóg nie upoważnia do zaprzestania różnych aktywności. Nie możesz chodzić, to zacznij jeździć. Nie możesz jeździć, to zacznij latać. To powiedzenie, że „ograniczenia są tylko w głowie” to rzeczywiście jest prawda. Ja zgłębiając temat sportu u osób z niepełnosprawnościami, natrafiłem na nagranie biegu organizowanego dla wojskowych po wypadkach. Są to faceci z wojska, którzy latali na misje i rzeczywiście nie mają kończyn. Wygląda to z jednej strony przezabawnie, a z drugiej strony jest to mega poruszające, kiedy patrzysz na 20 facetów i widzisz, że jeden nie ma nogi, drugi ręki, trzeci nie ma w ogóle kończyn, więc ktoś go niesie i pokonują trasy biegu.

Więc jeżeli taka osoba może biegać, to ludzie to czytający mogą tym bardziej.

Tylko kwestia chęci. Najtrudniej jest wykonać pierwszy krok.

-A jak to wygląda z perspektywy osoby z niepełnosprawnością? Jak zmotywowałeś się po fakcie tak wielkiej zmiany w twoim życiu i jak to przeżyłeś?

-Uczucie towarzyszące tak nagłej zmianie, jak utrata nogi jest trudne do wytłumaczenia.

Najlepiej to porównać do nagłej przeprowadzki w kompletnie obce miejsce, gdzie nie możesz się odnaleźć. Twoim zadaniem jest przystosowanie się do nowych warunków, do nowej pracy itp.

Na początku zawsze jest uczucie dezorientacji. Ja tę sytuację potraktowałem bardzo zadaniowo. Zmieniły się warunki i ja się musiałem przystosować. Na ten moment jestem w stanie biegać, jestem w stanie chodzić, więc to robię. Staram się być jak najlepszy niezależnie od warunków, w jakich się znalazłem.

Mam protezę, jestem w stanie się poruszać, więc to robię.

Aktualnie walczę o jak największą sprawność w zakresie moich możliwości. To wszystko to tak naprawdę kwestia przystosowania się do nowych warunków.

-Czyli można powiedzieć, że tak naprawdę ty się nie zmieniłeś, tylko zmieniły się twoje warunki?

-Tak.

Dostałem bardzo dużo pozytywnej energii po wypadku, więc mogłem użyć jej do wyjścia z tej sytuacji we w miarę dobrym stanie.

Moje podejście się nie zmieniło, ponieważ te wszystkie lata zawodów zmieniły mój charakter i go umocniły. Zawsze gdzie bym się nie przedstawiał, pisałem ”Sylwester Wilk Sportowiec” i dopiero później było napisane trener, dietetyk i tak dalej.

Ja mentalnie jestem sportowcem.

Pierwsza rzecz, jaką powiedziałem lekarzowi przed amputacją to to, żeby zrobił to w taki sposób, żebym mógł dalej trenować. To była pierwsza myśl, jaka weszła mi do głowy.

To świadczy o tym, jak sport zmienia człowieka.

-Na zakończenie czy mógłbyś powiedzieć, co zrobiłbyś z osobą, która przyszłaby do ciebie i powiedziała „Mam 25 lat, nigdy nie trenowałem, chcę zmienić swoje życie”?

-Staram się podchodzić do takich spraw jak najbardziej profesjonalnie i zanim coś konkretnie danej osobie powiem, to zbieram informację na jej temat. Przeprowadzam konsultacje i tutaj już indywidualnie proponuje różne rozwiązania.

Jednak mówimy o ogóle, co bym powiedział. Załóżmy, że chodzi o dietę. Wielu dietetyków stosuje taki zabieg: „Przez następne dwa tygodnie w ogóle nie jesz słodkiego. Jak ci się uda, to do mnie wróć”.

99% osób nie wróci ponieważ nie ma w sobie takiego samozaparcia. Jeżeli chodzi o trening, to jak już wcześniej mówiłem, znalezienie tej odpowiedniej dyscypliny i skupienie się na zdrowiu jest bardzo ważne.

Jeszcze jedna rzecz, którą chciałbym powiedzieć tej osobie to zapytać się jej „Co ci stoi na przeszkodzie?”. Jestem fanem prostych rozwiązań, jeżeli ktoś mówi mi, że chce zacząć chodzić na siłownie to mówię mu, żeby po prostu to zrobił.

-Czyli można by podsumować ten wywiad słowami „Wstań i coś zrób”.

-Tak, najtrudniejszy jest ten pierwszy krok, ale potem jest już z górki.

Też miałem problem, żeby po 3 miesiącach wrócić do trenowania, ale udało mi się to i się mega cieszę.

-Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Igor Pietruszczak

Odwiedź social media Sylwestra!