-Dziś naszym gościem jest Michał Kanarkiewicz, mistrz szachowy, trener w biznesie i mówca. Dzień dobry.

-Dzień dobry, bardzo dziękuję za zaproszenie.

-Skoro zaczęłam od szachów, to tego będzie dotyczyło też moje pierwsze pytanie. Jak pasja do szachów pomogła Panu w życiu i czy uważa Pan, że partia szachowa może być metaforą naszego życia?

-Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że mnie szachy w życiu pomogły. Generalnie, gdy rozmawiam z różnymi osobami, które miały cokolwiek z nimi do czynienia to mówią, że im również. To się przejawia w różnych kontekstach i każdy coś innego z tych szachów bierze. Czy są metaforą adekwatną do życia? Dla osób, które w nie grają pewnie tak, dla tych, którzy nie grają pewnie w jakieś części również tak. Nie narzucam swojego zdania innym osobom, ale uważam, że jeśli spojrzymy na szachy jak na strategiczną rozgrywkę to niosą ze sobą metaforę życia i warto przyjrzeć się temu, ponieważ jest wiele lekcji, które sprawiają, że jest nam łatwiej w życiu. 

Trzy lekcje, jakie ja biorę z szachów to po pierwsze nauka determinacji, zaciętości, uporu w dążeniu do celu. To co skutecznie pomaga osiągać rezultaty, to bycie zorientowanym na cele.

Umiejętność wyznaczenia ich ale również wytrwania w dążeniu do nich, to podstawa, jeśli chcemy myśleć o sukcesie. Determinacja z szachów nauczyła mnie, że trzeba przede wszystkim pracować nad swoimi kompetencjami, aby w przyszłości móc osiągać rezultaty. Jest to też związane z motywacją. W różnych miejscach bardzo wiele się mówi o niej, a moim zdaniem zbyt mało o determinacji. Motywacja to coś, co pomaga nam wystartować, natomiast to determinacja pozwala nam wytrwać. Warto pracować szczególnie nad determinacją, ponieważ w trudnych momentach trzeba być wytrwałym. Albo gdy się pojawiają krytycy naszych zachowań – trzeba być na tyle asertywnym i silnym, aby być w stanie powiedzieć ,,nie; robię dalej to co robiłem, bo uważam, że to tworzy wartość”. Nie chodzi o to, aby być bezpodstawnie upartym i realizować coś za wszelką cenę, bo nie zawsze się to opłaca, ale moim zdaniem zbyt często się poddajemy przedwcześnie. Tutaj często w grę wchodzi tzw. słomiany zapał. Oczywiście nie ma nic złego w ,,słomianym zapale”, warto wiele rzeczy przetestować, sprawdzić czy nam się coś podoba. Ale z drugiej strony, jeśli masz słomiany zapał do robienia biznesu czy kariery, to będzie ci relatywnie trudniej osiągnąć długoterminowy sukces. Na ścieżce kariery nie ma ciągłych sukcesów, wręcz przeciwnie. Skupiamy się na cudzych osiągnięciach, nowym samochodzie, nowym domie, a często zapominamy, że na drodze do nich było bardzo wiele potknięć, różnych wyzwań, często też podcinaczy skrzydeł, jakich nie brakuje. Warto wiedzieć, że droga do sukcesu prowadzi przez wiele krętych ścieżek, w których będą się pojawiać trudności, momenty zwątpienia, a w nich bardzo jest potrzebna determinacja, upór i wytrwałość w dążeniu do celu. 

Druga lekcja, jaką ja biorę z szachów, to umiejętność przegrywania. Nauczyłem się tego, żeby nie tyle kultywować porażki, co wyciągać wartościowe wnioski z nich. Co więcej, w wieku lat około siedemnastu, nauczyłem się by nie mówić ,,przegrywam”, lecz albo ,,wygrywam” albo ,,dostaję lekcję”. Wydaje się to być tylko kwestią słowa, ale jeśli się dobrze zastanowimy, to słowo ,,porażka” jest negatywnie nacechowane emocjonalnie, nie ma tam nic konstruktywnego, natomiast przy słowie ,,lekcja” jest konstruktywna praca we wdrażaniu lekcji. Podobnie jest z winą i odpowiedzialnością. Bardzo często mówimy, że ktoś jest winny, ale jest to typowe nacechowanie emocjonalne. Mówiąc, że ktoś jest odpowiedzialny za coś, dajemy mu sprawczość. To jest bardziej konkretne i rzetelne. 

Trzecia sprawa, to strategiczne myślenie, którego szachy zdecydowanie uczą. Dla mnie jest to szczególnie ważna kwestia, ponieważ nadchodzą czasy, w których sztuczna inteligencja będzie odgrywała jedną z wiodących ról. W tym momencie osoby, które nie będą potrafiły myśleć o kilka kroków do przodu, będą w bardzo ciężkiej sytuacji, bo będzie to dla nich trudne i wymagające, żeby znaleźć sobie miejsce czy rynku pracy i w życiu. Warto wcześniej wykształcić w sobie umiejętność strategicznego myślenia, aby móc o kilka kroków wyprzedzać nie tyle sztuczną inteligencję, co innych konkurentów na rynku pracy.
To są takie moje trzy rzeczy, które ja biorę z szachów.

-W jakim wieku zaczął Pan działać jako mówca motywacyjny i co Pana do tego popchnęło?

-Jestem nie tyle mówcą motywacyjnym, co bardziej inspiracyjnym. Mniej skupiam się w swoich wystąpieniach na motywacji, bardziej na determinacji. Cała przygoda zaczęła się około dwóch lat temu, kiedy przystąpiłem do kształtowania swoich umiejętności poprzez kursy. Uczyłem się od różnych osób, między innymi od Łukasza Milewskiego i Sylwii Królikowskiej, doskonaląc rzemiosło, pracując nad warsztatem. W związku z tym, że jako dziecko byłem bardzo nieśmiałą osobą i jestem introwertykiem, stanowiło to dla mnie dodatkowe wyzwanie, aby nauczyć się występować. Na tym etapie, na którym jestem teraz myślę, że jest to całkiem solidna praca, na tyle dobra, że firmy się rzeczywiście decydują na współpracę. Mój sukces jest też jednak związany z tematem – inspiruję mówiąc o narzędziach do osiągnięcia sukcesu, daje przykłady konkretnych osób, pokazuję w jaki sposób przenieść szachy do życia codziennego i biznesu. Zwrot ,,mówca motywacyjny” w odniesieniu do mnie też się pojawia, chociaż tutaj trzeba też umiejętnie rozróżniać te role. Mówców motywacyjnych w naszym kraju jest może czterech. Wbrew pozorom jest to bardzo wymagający zawód, bo wyjść na dziewięćdziesiąt minut i w taki sposób prowadzić wystąpienie, aby naładować energią całą publiczność jest bardzo ciężko.

-Co uważa Pan za swój największy sukces do tej pory?

-Chyba to, że kończę studia. Gdy ja się urodziłem, moja mama nie mogła pójść na studia, a ja teraz je kończę. Może się wydawać, że to nie jest jakiś wielki sukces, natomiast miałem w niego naprawdę duży wkład. Jeżeli chodzi o aspekt szachowy, to było to pierwsze miejsce na międzynarodowym turnieju w Barcelonie i szóste miejsce na Mistrzostwach Polski w szachach, natomiast w karierze zawodowej wystąpienie z Nickiem Vujicicem dla pięciu tysięcy osób oraz współpraca z Harvard Business Review.

-Jaka jest Pana rola w Harvard Business Review?

-Jestem trenerem, który prowadzi moduły szkoleniowe realizowane przy współpracy z ICAN Institute m.in. na różnych konferencjach. Odpowiadam w nich za myślenie i elementy strategiczne. W związku z tym, że rozpoczynam tę współpracę, to trudno mi zdefiniować jak będzie ona wyglądała za pół roku, ale jest dla mnie jedną z bardzo budujących rzeczy, które sprawiają, że czuję, że ta moja mowa ma sens. Co moim zdaniem pomaga w przyszłości osiągać sukcesy, to zauważanie ich w teraźniejszości. Jeśli nie potrafisz się cieszyć sukcesami, to po co do nich dążyć? Jeśli w momentach, w których nie wygrywasz, dostajesz lekcje, pojawiają się trudne emocje, płacz, strach, zgrzytanie zębami, co jest normalne, dlaczego więc nie świętować zwycięstw? To jest coś co mi kiedyś otworzyło oczy: tak jak potrafię przeżywać chwile, w których nie wygrywam, tak powinienem świętować momenty, w których wygrywam.

Nie nauczyliśmy się tego w szkole – tam mówiono, że jeśli osiągasz sukces to masz się tym nie chwalić. Tylko czemu to ma służyć? Ktoś cię skrytykuje za to, że się chwalisz? Ale to jest jego problem. Jeżeli on cię krytykuje, to znaczy, że on ma z tym problem. Najprawdopodobniej taki, że nie ma sukcesu.

Najczęściej to właśnie ludzie, którzy nie osiągają sukcesów krytykują tych, którzy je osiągają, za to, że się nimi chwalą. Szczęśliwi ludzie nie hejtują. Konstruktywna krytyka to coś zupełnie innego, jest ważna i potrzebna. Ale to nie może być tak, że ktoś wbija ci szpilkę pod żebra pod przykrywką konstruktywnej krytyki.

-Czy podczas swojej działalności napotkał Pan jakiś kryzys albo został zaatakowany hejtem?

-Tak, nawet ostatnio na mediach społecznościowych. Tę sprawę upubliczniłem i to sprawiło, że osoba, która mnie hejtowała potem bardzo odczuła, że ja opublikowałem ten jej wpis. Zrobiłem printscreen, a w związku z tym, że był to komentarz publiczny było to wszystko zgodne z RODO i ta osoba znacznie straciła na wizerunku a ja zyskałem. 

Takie sytuacje się zdarzają. Odkąd stałem się osobą publiczną, spotykały mnie, jak każdą osobę publiczna. Jana Pawła II w zyciu również spotykały, nawet Jezusa nie wszyscy lubili, więc dlaczego ja miałbym być lubiany przez wszystkich. Nie ma osoby, która byłaby lubiana przez wszystkich na świecie. 

To do czego ja was zachęcam: zwróćcie uwagę, w jaki sposób w mediach przedstawia się różne skandale. W jaki sposób używa się zdjęć, jakiego słownictwa. Tam jest bardzo dużo perswazji i manipulacji. Wyrażane są opinie, chociaż przedstawia się je językiem faktu. Często więc ma się złudne wrażenie, że to są fakty. Dlatego to do czego ja was zachęcam, to jeśli się wydarza jakiś skandal, trzeźwo oceńcie zdarzenie i zbadajcie fakty, informacje z różnych źródeł, zanim zaczniecie oceniać już po tytule. Jest to duże wyzwanie w XXI wieku, ponieważ czytamy artykuły nagłówkami. A jeśli tak robisz, czyli przeczytałaś nagłówki i już wszystko wiesz o artykule, to znaczy, że można bardzo łatwo tobą manipulować. To znaczy, że jeśli ja napiszę coś konkretnego w nagłówku, to ty masz już pewien obraz. 

Warto zrozumieć, że my jako indywiduum nie nauczymy się asertywnie komunikować swojego zdania, innymi słowy, jeżeli nie przestaniemy hejtować, to nas też w końcu spotka hejt. Chodzi mi o to, aby zmianę, by nie hejtować zacząć od samego siebie. Nauczyłem się tego, że jeśli chcę komuś przekazać konstruktywny feedback, to piszę to w prywatnej wiadomości, nie w komentarzu pod wpisem. Chociaż od konstruktywnej krytyki do hejtu jest cienka granica, najczęściej przedstawiana jako związana z intencją, wciąż jest bardzo zacieralna i wątła. 

Dlatego jeśli chcesz komuś przekazać negatywny feedback, to napisz to w wiadomości, nie musisz tego pisać pod publicznym wpisem. Po co? Jaka to jest wartość? Natomiast pozytywny feedback polecam dodać pod postem. Tutaj działa zasada ,,chwalimy przy wszystkich, ganimy na osobności”. To działa i u dzieci i u dorosłych. Nie robimy czegoś takiego, że zbieramy całą grupę i jedną osobę wytykamy palcem mówiąc co zrobiła źle, to jest bardzo niepedagogiczne podejście. Hejt był, jest i będzie, ale moim zdaniem wciąż narasta. Coraz większą grupę odbiorców to dotyka. W momencie, gdy pojawiają się skrajne przypadki, w których ludzie pod wpływem bycia hejtowanym niekiedy odbierają sobie życie, jest to bardzo niebezpieczne. Warto zdawać sobie sprawę, że my też się do tego przykładamy. Szczęśliwi ludzie nie hejtują. Jeśli masz w swoim otoczeniu ludzi, którzy to robią, to zmień otoczenie.

-Czy ma Pan jakieś rady dla młodych, którzy chcą osiągnąć sukces?

-Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą do udzielania rad. Nie wchodzę w role na zasadzie ,,wujek Michał powiedział, że macie zrobić tak i tak”. Natomiast polecam takie trzy strategie, które sprawdziłem wielokrotnie na sobie i również wiem, że u moich klientów działają. 

Pierwszą z nich jest to, by zdać sobie sprawę, że każdy z nas jest marką osobistą.

Masz ją niezależnie od tego, czy pracuje na swój rachunek czy dla kogoś. To jest coś, o czym mówią o tobie w pokoju, gdy ciebie nie ma. Warto zdawać sobie sprawę, że markę osobistą budujesz zawsze, pytanie brzmi, czy robisz to świadomie, czy nie. Jeśli nieświadomie, to poddajesz się wpływowi sił zewnętrznych takich jak chociażby manipulowanie treściami. Wpływ społeczny to to co ktoś o tobie powie, w jaki sposób cię przedstawi. W tym momencie jesteś podatny na to, że ktoś inny podejmie za ciebie decyzję. Natomiast gdy robisz coś świadomie, to ty przejmujesz pewną kontrolę. Mając do dyspozycji media społecznościowe XXI wieku można zbudować naprawdę fenomenalny wizerunek. Tego się nie robi poprzez wrzucanie piesków, kotków memów i ,,szlachta nie pracuje”, tylko poprzez publikowanie treści, które budują twój wizerunek. Czyli na przykład, jeśli robisz praktyki w jakieś firmie to podziel się obserwacjami czy jakimiś ciekawymi rzeczami o nich. Najlepiej przy każdym wpisie miej taką zasadę, aby dawać wartość. To nie zawsze musi być wykład co ludzie mają robić w życiu, ale może być chociażby zdjęcie. Ja często tak robię – wrzucam zdjęcie z szachami w Krakowie, dzięki temu ludzie, którzy mnie obserwują mogą zobaczyć, gdzie mogą sobie takie szachy kupić. Więc nie wrzucaj piesków, kotków – oczywiście raz na jakiś czas można, ale nie robimy tego cały czas. Nie wstawiaj też cytatów Billa Gatesa czy Steve’a Jobsa, bo je wszyscy znają. Zrób coś bardziej kreatywnego. Ludzi, którzy odtwarzają innych jest na tyle dużo, że nie warto być kolejnym. Rób swoje. 

Druga strategia, którą bardzo polecam i otworzyła mi oczy, to zrozumieć, że jeśli nie będę spełniał swoich marzeń i celów, to na pewno znajdzie się ktoś, kto sprawi, że ja będę spełniał jego cele i marzenia.

Może brzmi rygorystycznie, ale tak jest. Warto zdawać sobie sprawę, że taka zdolność do wytrwałej i dynamicznej pracy nad swoimi celami jest wymagająca i trudna, ale to po prostu przynosi efekty. Gdy jesteś młodym człowiekiem, masz ogromną przestrzeń na to, by przetestować różne możliwości. W najgorszym wypadku wrócisz do punktu wyjścia, czyli nic się nie wydarzy. Ale dajesz sobie szansę na zmianę życia. Badania podają, że ludzie w życiu nie żałują tego, co zrobili, ale tego, czego nie zrobili. To jest to, co wyznają na łożu śmierci. Spróbowałeś, nie udało się, trudno. Dużo osób będzie mówić, że coś się nie uda, ale skąd oni mogą to wiedzieć? Sprawdzili to? Tacy ludzie, to najczęściej ci, którzy albo tego nie zrobili, albo się boją. Natomiast osoby, które sprawdziły, raczej cię będą dopingować. Oczywiście są tacy, którzy chcą nas po prostu chronić, z dobrego serca, na przykład rodzice. Tylko tam, gdzie jest bezpiecznie, tam nie ma rozwoju. Trzeba sobie zdawać z tego sprawę: świat nie był, nie jest i nie będzie bezpieczny. Zawsze się może znaleźć człowiek, który zagrozi twojemu życiu. Ja takie doświadczenia w swoim życiu mam, przeżyłem napad z bronią palną. To był też moment, który wiele w moim życiu zmienił, bo kiedy doświadczasz jakiś polaryzujących doświadczeń, to wtedy zdajesz sobie sprawę, że życie jest bardzo kruche i może się zmienić w ułamku sekundy. Myślę, że warto będąc młodym człowiekiem podejmować ryzyko częściej, niż by to sugerowali inni. Bo pamiętajcie, że otoczenie to pewnego rodzaju uśrednienie. Równać w dół jest bez sensu, jesteś ambitny, masz być wynalazcą, zmieniać świat. Będąc młodym człowiekiem, masz ogromną przestrzeń na to, żeby się wykazać i po co ten czas marnować na różne imprezy czy używki – moim zdaniem to jest bez sensu. Oczywiście warto się socjalizować i spotykać ze znajomymi, tylko pytanie, czy warto budzić się następnego dnia na kacu. Dopóki możesz robić karierę, to ją rób, bo później takiej szansy nie będzie. Ważne by zdać sobie sprawę z różnicy – na karierę masz szansę jako młody człowiek i już jej raczej – w większości przypadków – nie dostaniesz. Na alkohol masz zawsze czas. Obojętnie kiedy, zawsze możesz pójść do sklepu i kupić. Dlatego ja bardzo zachęcam, żeby podjąć wyzwanie, zaryzykować na tyle na ile się da, popytać ludzi doświadczonych w biznesie, nie teoretyków, co oni takiego zrobili, że osiągnęli sukces. 

Ostatnią strategią jest by pamiętać, że jeżeli ktoś przychodzi do ciebie z propozycją, która wydaje ci się na ten moment nieadekwatna (nie masz odpowiednich kompetencji, wydaje ci się, że jeszcze tego nie potrafisz), weź to i się naucz. Nie odkładaj tego na później, bo prawdopodobnie ten pociąg już drugi raz nie przyjedzie. Szczególnie to dotyczy kobiet, ponieważ to kobiety często uważają, że są mniej kompetentne niż mężczyźni chociaż to wcale nie jest prawda. Nawet powiedziałbym, że coraz częściej to panie są bardziej kompetentne. Pamiętajcie, że bycie wystarczająco dobrym jest wystarczająco dobre. To bardzo często wystarcza. 

-Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Marcelina Anna Rogala

Odwiedź stronę i social media Michała!